Srebro w Pucharze Polski dla Pogoni Szczecin!

Duże nerwy w obu drużynach były aż nadto widoczne. Ich obrazem był całkowity brak skuteczności. Na premierową bramkę kibice w Gnieźnie czekali do 6. minuty rywalizacji. Inna sprawa, że dobrze spisywały się bramkarki: Monika Maliczkiewicz i Monika Pruenster. Szybciej emocje opanowały nasze przeciwniczki. Trudno się dziwić, jeśli ma się w zespole tak doświadczoną zawodniczkę, jak Kinga Grzyb. Pierwsze 4 celne rzuty padły właśnie łupem byłej reprezentantki Polski.

Pierwszy kwadrans zdecydowanie do zapomnienia. Liczne błędy nie pozwoliły szczeciniankom nawiązać w tamtym czasie wyrównanej walki. Dominowały rzuty, które nie leciały nawet w światło bramki. W efekcie tablica świetlna wskazała stan 3:6. Wydawało się, że przerwa na żądanie trenera Nevena Hrupca coś wniesie. Za słowami Chorwata poszły czyny. Na środku rozegrania pojawiła się Valentina Blazević. Niestety, wtedy nie dało to oczekiwanych rezultatów. Za to kapitalną robotę wykonywała Grzyb. Błyskawicznie dorobiła się 7 celnych rzutów.

Wydawało się, że granatowo-bordowe wejdą na swój poziom. Tak się jednak nie stało. Łapaliśmy zdecydowanie za dużo kar w obronie, a sami nie potrafiliśmy wykorzystywać przewagi liczebnej. Zagłębie uruchamiało kontry lub trafiało do pustej bramki, częściej też wykonywało rzuty z siódmego metra. Tuż przed końcem pierwszej połowy Pogoń przegrywała już 5:13. Ale schodząc na przerwę strata i tak okazała się większa, bo aż -9.

Po zmianie stron musiało się coś zmienić. Pogoń nie przyzwyczaiła bowiem swoich kibiców do takiej gry, jak przez pierwszą połowę. Sygnał dała Ivana Bozović, która zaczęła bombardować z drugiej linii. Potrzeb było jednak znacznie więcej. Szczecinianki ciągle dopuszczały się przewinień, a gra jedną mniej nie sprzyjała naszym paniom. W dodatku świetną statystykę miała Maliczkiewicz. Broniła na poziomie przekraczającym 50 proc. Co ciekawe, do jej poziomu zaczęła się dostosowywać Marta Wawrzynkowska.

Pozostało już tylko piętnaście minut, a dystans się nie zmniejszył (12:21). W tym momencie tylko cud mógł sprawić, by radość zagościła jeszcze na twarzach naszych pań. Pogoń mimo wszystko postawiła wszystko na jedną kartę. Na nieco ponad 7 minut przed końcem o czas poprosiła Karkut. Strata stopniała jedynie do 4 „oczek”, co mocno zaniepokoiło trenerkę lubinianek. Hrupec ustawił grę na dwie obrotowe, ale czasu było zdecydowanie za mało. Ostatecznie skończyło się przegraną granatowo-bordowych 19:25.

Autor: ran

Recommended For You

About the Author: admin