Joanna Wołoszyk: Ten klub ma szczęście do pucharów

SPR Pogoń Szczecin już może się szykować na majowe mecze finałowe. Tych będzie aż trzy. Już wiemy, że 18 maja nasze panie wystąpią w Gnieźnie i po raz kolejny powalczą o Puchar Polski z Metraco Zagłębiem Lubin. Wcześniej, bo już 4 i 11 maja granatowo-bordowym przyjdzie się zmierzyć w dwumeczu z Rocasą Gran Canarią. – Jesteśmy na to gotowe – mówi Joanna Wołoszyk.

Dobre zawody, ale tak naprawdę dopiero końcówka zdecydowała o tak pokaźnej wygranej Pogoni. – Tak było. Jak widać, Quintus to też jest bardzo dobry zespół. Ma dobrze wyszkolone zawodniczki. Z tym miałyśmy najwięcej problemów. My mamy gdzieś tam pewnie szerszą ławkę. Lepiej wytrzymałyśmy tempo tego meczu.

Mam to samo wrażenie, że rywalki poczuły się bardziej zmęczone niż wy. To dziwne, bo dla was to już piąty mecz w przeciągu nieco ponad 2 tygodni, ale dopiero trzeci przeciwniczek i to w dodatku z tygodniową przerwą. – Też może tak być. One przyjechały wczoraj, więc być może odbiło się to na ich zdrowiu. W poprzednim spotkaniu też tak było, że gdzieś w połowie to my wyszłyśmy na prowadzenie i kontrolowałyśmy wynik.

Który moment uzna pani w tym meczu za kluczowy? – Były takie momenty w drugiej połowie w obronie, że zaczęłyśmy sobie radzić z zawodniczkami z Holandii, które najwięcej rzucały nam z drugiej linii. Gdzieś w okolicy 40. minuty trochę opadły z sił. Wykorzystałyśmy to dość pewnie. Fajnie, że dziewczyny rzucały bramki z kontry. W końcu wpadało też na pustą bramkę. Udało się.

Gra rywalek na dwie obrotowe to był dla was element zaskoczenia? – Myślę, że nie, ponieważ one grały z nami w taki sposób już w pierwszym meczu u siebie. Miałyśmy taką myśl, że wyjdą na nas w siedem zawodniczek w polu. Nie miały nic do stracenia. Wiedziałyśmy, że będą próbowały wszystkiego, byleby wyszło. Z minuty na minutę zaczęłyśmy to analizować i poszło.

Pamięta pani, ile do tej pory rozegrałyście meczów w pucharze Challenge Cup w tym sezonie? – Przyznam, że jestem pierwszy sezon w Szczecinie, nie wiem.

To ja przypomnę, 8 meczów, z czego 6 wygranych i 2 remisy. Wynik naprawdę imponujący okraszony awansem do finału. – To cieszy. Weszłyśmy na taką drogę, że może nie gramy bardzo efektownie, ale wygrywamy. To jest najważniejsze, bo to buduje zespół. Dlatego tu jesteśmy.

Nie idzie wam w rozgrywkach ligowych, mam tu na myśli walkę o mistrza Polski, ale za to nie macie sobie równych w Pucharze Polski, w Challenge Cup. Jak to można wytłumaczyć? – Ja to interpretuje tak, że teraz mamy podział na grupę mistrzowską i spadkową. Sezon ligowy jest bardzo długi. Drużyna musi być przygotowana od pierwszego do ostatniego meczu. W lidze każdy mecz jest ważny. A w pucharach można przygotować zespół na jedno, dwa spotkania. Czasami decyduje o tym szczęście. Klub ma szczęście do pucharów, więc może to nas niesie. To jest przygotowanie całego zespołu i całego sezonu, nie tylko tych ośmiu zawodów. W lidze jest tego więcej i jest po prostu trudniej.

Autor: ran

Recommended For You

About the Author: admin