Pogoń w wielkim finale Challenge Cup. Quintus rozbity

Szczecińska Pogoń lubi puchary. Po awansie w Pucharze Polski, zameldowała się również w finale Challenge Cup. W własnej hali, przy komplecie publiczności, rozbiła w sobotnie późne popołudnie H.V. Quintus aż 32:22. Kluczowa okazała się druga połowa, a dokładnie okres pomiędzy 38. a 43. minutą rywalizacji. Świetny zmysł Oktawii Płomińskiej miał tutaj niebagatelne znaczenie.

Nasze zawodniczki bardzo dobrze weszły w ten mecz. Wiedziały, że początek może mieć kluczowe znaczenie. Po kilku minutach prowadziły już 3:0. Ich przeciwniczki myliły się w taki sposób, w jaki półfinalistkom po prostu nie przystawało. Sporo zmienił czas na żądanie trenera Rene Zwinkelsa. Sprawy w swoje ręce wzięła wówczas Lisanne Zwinkels. Niemal każda piłka była kierowana na prawą flankę. Więcej razy piłka lądowała w siatce. Choć nie można było powiedzieć nic złego o bramkarce, Marcie Wawrzynkowskiej.

Pośpiech zaczął stanowić dla Pogoni większy problem niż można było przypuszczać. Miejscowe jakby na przekór starały się szybko dochodzić do pozycji rzutowych, a że różnie z tym bywało, rezultat zaczął się im wymykać. Po trafieniu z lewego rozegrania bohaterki pierwszego spotkania, Daisy Hage, wynik brzmiał już 7:8. Szczecinianki wzięły się do pracy. Skuteczność z rzutów karnych miała w tamtym czasie ogromne znaczenie. Mogły wykonać ich aż 6, z czego przy 5 Esther De Vos skapitulowała. Po 30 minutach tablica świetlna wskazała stan 14:13. Wiało optymizmem.

Neven Hrupec po zmianie stron ponownie w bramce postawił na Monikę Pruenster i miał nosa. Włoszka pierwszymi swoimi interwencjami dała rywalkom do zrozumienia, że nie będzie łatwo ją pokonać. Tymczasem, Rene Zwinkels zdecydował się na dość niespodziewany krok. Zdjął Esther De Vos, a w jej miejsce wprowadził drugą obrotową. Gra na dwa koła nie wniosła jednak spodziewanego ożywienia. Duża w tym zasługa choćby Oktawii Płomińskiej. Skrzydłowa dwukrotnie przejęła podanie rywalek i trafiła na pustą bramkę z własnej połowy (20:17).

To było kluczowe dla losów sobotniej rywalizacji o finał Challenge Cup. Pogoń uwierzyła już niemal w pełni, że żadna krzywda już się jej stać nie może. Tym bardziej, że czas działał na naszą korzyść. Po zespole gości widać było narastające zmęczenie. Zaczęły pojawiać się błędy, co skrzętnie raz po raz wykorzystywały miejscowe. Skończyło się pogromem, bo wyniku 32:22 nikt przed meczem nie zakładał. Ekipa z Grodu Gryfa ponownie zameldowała się w wielkim finale, czym powtórzyła wynik sprzed 4 lat.

Już wiadomo także kto będzie rywalem Pogoni. Po zwycięstwie Hiszpanek w Szwecji zagramy z Rocasą Gran Canarią (zeszłorocznymi finalistkami). Losowanie zdecyduje, na której hali odbędzie się pierwsze spotkanie.

Autor: ran

Recommended For You

About the Author: admin