Z ostatniej chwili:

Finał Puchar Polski: inny rywal, ten sam cel

Połowa kwietnia 2016 roku. SPR Pogoń w finale rozgrywek o Puchar Polski. Po drodze triumfy nad takimi zespołami jak: Energa AZS Koszalin czy Metraco Zagłębie Lubin. Do osiągnięcia sukcesu zabrakło niewiele. Dwa lata i historia zatoczyła koło. Od tamtej pory nastąpiło sporo zmian. Podstawowa to brak meczu o trzecie miejsce. Druga to miejsce rozgrywania najważniejszego dla szczecinianek spotkania. Czy Kalisz zapisze się w naszej najnowszej historii wielkimi zgłoskami?

Na podobny sukces czekamy już 26 lat. To naprawdę całkiem dużo, biorąc pod uwagę, że w PGNiG Superlidze gramy nieprzerwanie już od 7 lat i staliśmy się jedną z czołowych drużyn tych rozgrywek. W sobotę w Kaliszu podejmiemy najmocniejszy zespół w sezonie 2017/2018, MKS Perłę Lublin. O sile siódemki Roberta Lisa najlepiej świadczy fakt, że w tym czasie przegrały zaledwie trzy spotkania (i jedno w pierwszym meczu półfinału PP).

Oba zespoły przeszły podobną drogę. Walkę zaczęły od 1/8 finału, którą przebrnęły bez większego trudu. W ćwierćfinale mocniejszego przeciwnika dostała Pogoń, ale po naprawdę niezłym widowisku odprawiła GTPR Gdynię z kwitkiem (28:25). Kolejna faza miała się rozstrzygnąć po dwóch meczach. Zarówno MKS Perła, jak i granatowo-bordowe musiały uznać wyższość przeciwniczek, ale na koniec i tak zameldowały się w wielkim finale.

Dla szczecinianek bilety do Kalisza to spory sukces i jeszcze większe wyzwanie, któremu zespół jest w stanie sprostać. Udowodniły to np. w minioną środę. Podejmowały w Netto Arenie Kram Start Elbląg, trzeci zespół PGNiG Superligi. Rozegrały jedno z najlepszych spotkań od dłuższego czasu. Nie były w nim faworytem. To ekipa Andrzeja Niewrzawy grała z nożem na gardle i ostatecznie przegrała po rzutach karnych 6:7. Trudniej o lepszy moment na zwycięstwo. Atmosfera w końcu poszybowała w górę. Trzeba pójść za ciosem.

Nasze panie muszą sobie przypomnieć, jak to było grać przeciwko lubliniankom i schodzić z parkietu w glorii chwały. Swego czasu była to jedyna ekipa, której nie zdołaliśmy pokonać. Lekko ponad miesiąc temu byliśmy od tego dosłownie o krok (28:29). Udało się tego dokonać we wspomnianym już sezonie 2015/2016 i to aż dwukrotnie. U siebie wygraliśmy z MKS-em 29:23, a na wyjeździe 30:25. Po 22 meczach byliśmy samodzielnym liderem tabeli. W finale Pucharu Polski przegraliśmy jednak z GTPR-em Gdynia 21:26.

20 bramek w 4 meczach obecnych rozgrywek zdobyła Valentina Blażević. Tuż za plecami chorwackiej środkowej rozgrywającej czai się Dagmara Nocuń (19 celnych rzutów). Czy to będzie ich pojedynek? Trudno cokolwiek wykluczyć. Z całą pewnością czekają nas niezwykłe emocje. Po drugiej stronie parkietu wystąpi chociażby Małgorzata Stasiak, która jeszcze nie tak dawno broniła barw siódemki ze Szczecina.

Nasze przeciwniczki mają trochę więcej meczów w nogach, ale za to są też bardziej doświadczone. Spotkanie w sobotę 12 maja (godz. 15.00) będzie już ich trzecim w ciągu zaledwie dziesięciu dni. Dzień później, czyli w niedzielę, zagrają o finał Pucharu Challenge Cup. To są oczywiście niuanse. Liczyć się będzie przede wszystkim dyspozycja dnia i rozłożenie sił przez 60 minut. Pogoń do Kalisza udała się już w piątek rano, po południu odbyła trening. Oby „zabrała” to, po co pojechała.

Autor: ran

Ładowanie