Z ostatniej chwili:

SPR Pogoń słabsza w meczu o punkty. W środę czekają nas wielkie emocje

Kram Start Elbląg zwyciężył w meczu ligowym SPR Pogoń 27:20 i utrzymał się na najniższym stopniu podium w PGNiG Superlidze kobiet. Szczeciniankom brakowało skuteczności. Bardzo wiele dobrego pokazała za to była zawodniczka siódemki z Grodu Gryfa, Sołomija Szywerska. Bramkarka ratowała swój zespół w wielu sytuacjach sam na sam. Ten mecz jest doskonałą lekcją, którą nasze panie przez najbliższe trzy dni będą musiały odrobić. W środę rywalizacja numer trzy, której stawką będzie awans do finału Pucharu Polski. Na razie mamy 1:1.

Szczecinianki przystępowały do meczu z przekonaniem, że tym razem absolutnie nic nie muszą. Ten psychiczny luz wyraźnie pomagał naszym paniom. To właśnie Pogoń lepiej prezentowała się w formacji ofensywnej. Początek był jednak niezwykle nerwowy. Trenerka Ljiljana Marković w wyjściowej siódemce dała szansę na prawym skrzydle Natalii Janas, a na kole ustawiła Marzenę Urbańską. To właściwie jedyne ruchy, które można nazwać „rezerwowymi”. Tamten fragment rywalizacji pokazał, że granatowo-bordowe, choć nie były faworytem, nie musiały być skazywane na pożarcie i myślenie tylko o środowym pojedynku w Pucharze Polski.

Od stanu 5:6 przyjezdne trochę zawodziły. Był to tylko i wyłącznie efekt gorzej ustawionych celowników. Udawało się wypracować sytuacje, ale przeważnie na posterunku stała Sołomija Szywerska. Kiedy zła passa zbyt długo się utrzymywała, Marković w końcu zaprosiła swoje zawodniczki na krótką rozmowę (9:6). Niemoc Pogoni wyraźnie napędziła Start. Impas przełamała dopiero w 25. minucie rywalizacji Oktawia Płomińska. Na minutę przed końcem było już tylko 11:10. Kontaktowe trafienie zaliczyła bowiem Daria Zawistowska.

Na przerwę nasze panie schodziły z bagażem 13. straconych bramek, przy 11. zdobytych. Byłoby gorzej, gdyby w porę na zegar kończący tę część nie spojrzała Agata Cebula. Szybki zamach i piłka wpadła do siatki. Druga połowa spotkania zaczęła się jednak źle. Miejscowe często starały się rzucać z dystansu i ta sztuka wychodziła im przynajmniej poprawnie. W 40. minucie mieliśmy do odrobienia aż sześć trafień (13:19). To był ostatni moment, aby coś w tym meczu jeszcze zmienić, a przynajmniej sprawić, by elblążankom zaczęły drżeć dłonie.

I rzeczywiście, Andrzej Niewrzawa nie mógł jeszcze spokojnie usiąść na ławce i przyglądać się poczynaniom swoich szczypiornistek. Indywidualne upomnienia nie pozwalały jednak szczeciniankom na zachowanie rytmu gry, jak wówczas, gdy najpierw parkiet opuściła Patrycja Noga, a minutę później także Natalia Nosek. To właśnie tych elementów nasze panie będą musiały się wystrzegać w środowym starciu (18 kwietnia). Niedzielny mecz udowodnił przy tym, że sześć bramek to strata, którą w zupełności można zniwelować. Zwłaszcza, jeśli ma się w bramce Szywerską.

Ostatecznie trzy punkty zostały w Elblągu. My już jednak zacieramy ręce na środowy pojedynek. Tamten mecz będzie miał zupełnie inną presję. Dodajmy, że Pogoń po niedzielnym spotkaniu nie wraca do Szczecina. Nie stracimy zatem siły na niepotrzebnych podróżach.

Autor: ran

Ładowanie